Można pod moim okiem
Testy dla szczeniąt
Przedszkole dla szczeniąt
Posłuszeństwo
Flayball
Agility
Ratownictwo
Moje psy w szkoleniu
Historia Zi
Historia Banky´ego
Historia Dzidzi
Historia Bsy
Domowy hotelik u Kasi Darowskiej
Kontakt
Kolejnie zaplanowane mioty.

 

Rok 2017r.

miot "W"

szczenięta urodzone 22 marca 2017r.

6 piesków i 1 suczka

Mam jeszcze wolne  pieski.

Moje psy w szkoleniu - historia Bsy

Bsa mój pierwszy prawdziwy szkolony pies:-)
Kto ją poznał wie doskonale, że to wspaniałe zwierzę:-)
A jak to było?
Zacznę od początku...
Bardzo, bardzo dawno temu moja mama dostała na 16-ste urodziny sukę od swojego taty a mojego dziadka...był to owczarek niemiecki o imieniu Amina (imię pochodziło od słowa amigo - czyli przyjaciel) i od niej właśnie zaczęła się jej przygoda z kynologią przez długie lata, moja mama nie tylko hodowała owcz. Niemieckie, ale z doskonałym skutkiem je również szkoliła. W między czasie urodziła się moja siostra a później ja, z melancholią oglądam zdjęcia zrobione w okresie mojego wczesnego dzieciństwa, na których zawsze są wokół psy mojej mamy.
Przez lata moja mama nawiązała wiele psich przyjaźni między innymi z ciocią Benią - jak ją nazywałam, która również hodowała owcz. Niemieckie tylko w Kostrzyniu nad Odrą. Po stracie swojej suki hodowlanej, ciocia Benia dostała od mojej mamy szczeniaczka potomkę Aminy - ciocia obiecała mojej mamie, że jeśli kiedykolwiek będzie mogła, a moja mama będzie chciała, przekaże jej szczenię ze swojej hodowli. Mijały lata, moja mama wycofała się z hodowli ale u mojej cioci urodził się miot po suce o imieniu Bora...z Aminą w rodowodzie...
Moja mama doskonale wiedziała, że całe moje życie marzyłam o owcz. Niemieckim i postanowiła zrobić mi prezent i na 23 urodziny podarowała mi Bsę, suczkę której pra pra pra babcią była Amina pierwsza suka mojej mamy :-)
Zanim Bsa przyjechała do mojego domu, ja z zapałem przeczytałam kilka razy Amotorskie szkolenie psów Antoniego Brzezichy, jedyną sensowną książkę o szkoleniu jaka była wtedy dostępna, którą dostałam od mamy. Bsa urodziła się w dzień moich 23 urodzin, zbieg okoliczności? Kiedy miała 8tyg. przywiozłam ją do domu, pełna oczekiwań i planów nareszcie mam ukochanego, własnego owcz. Niemieckiego.
hurrrrra!
W książce, którą czytałam jeszcze wielokrotnie spodobały mi się pierwsze strony o budowie układu nerwowego psa, pozwoliło mi to zrozumieć, zasadę działania psa:-) co okazało się pomocne w dalszym procesie układania psa, cała reszta o kolczatkach, bodźcach mechanicznych jakoś do mnie nie przemawiała

Pierwsze dni
Bsa pochodziła z enerdowskiej lini owcz. Niemieckich pracujących, więc miała wspaniały temperament i ogromną pasję do aportowania :-) a ja miałam zapał, miłość, pasję. Efekt musiał być piorunujący!:-)
Zaczęło się :-) W domu nie mogłam usiedzieć spokojnie, każdą wolną chwilkę poświęcałam mojej małej marcheweczce:-)
Bez przerwy z nią rozmawiałam śmieszy Was to mnie nie :-) im więcej do niej mówiłam tym ona więcej rozumiała.
Bardzo, ale to bardzo chciałam ją czegoś nauczyć, więc uczyłam, jednocześnie bawiąc się w najlepsze. Chodziłam na długie spacery, bawiłam się zabawkami, pokazywałam co to siad i waruj, i bawiłam się w uczenie mojego psa posłuszeństwa. Zawsze starałam się pilnować zasad jakie wcześniej sobie założyłam
Przede wszystkim zabawa!!! Przede wszystkim nagroda! Jeśli coś nie wychodzi zostawmy to do jutra! Żadnych ambicji! Wszystko w swoim czasie!

Kiedyś wpadł mi w ręce program egzaminu na Psa Towarzyszącego I stopnia, po jego przeczytaniu dotarło do mnie, że przecież moja sunia to wszystko umie! Postanowiłam podjąć wyzwanie. Kiedy Bsa miała ok. 10 miesięcy poznałam Krzysia Sokołowskiego (Krzysiu szkolił wtedy we własnej szkole psy w zakresie posłuszeństwa, stróżowania i obrony) i powiedziałam mu o zamiarze zdania takiego egzaminu. Krzysiu przybliżył nam program takiego egzaminu, powiedział o kolejności ćwiczeń, ale co najważniejsze podpowiedział nam jakich błędów nie popełnić...dzięki Krzysiu!
Padła decyzja! zdajemy!!:-)
I tak pojawiłam się na eksternistycznym egzaminie PTI, ze swoją 12 miesięczną Bsą, szkoloną we własnym zakresie na spacerach, w ogródku, dla siebie - na Niskich Łąkach -terenie szkoleniowym Wrocławskiego Oddz. Związku Kynologicznego.
Przyszłyśmy zanim pojawił się ktokolwiek inny oprócz Janusza Arnolda który otworzył ośrodek, grzecznie zapytałam czy mogę mojej suce pokazać ośrodek, ponieważ nigdy tu nie była a ja dziś będę z nią zdawać eksternistyczny egzamin, zgodził się a ja podziękowałam.
Potem wszystko poszło szybko jakiś człowiek (nie powiem kto :-)) powiedział nam, że powinnyśmy zrezygnować bo skoro nie chodziłam na żaden kurs to pewnie szkoda moich pieniędzy za składkę i egzamin, z uśmiechem na twarzy powiedziałam że jednak chętnie spróbuję:-)
Nie pamiętam jak wiele psów tam wtedy było, ale wiem że dość sporo.
Kiedy nadeszła moja kolej, myślałam że nie dam rady, stres zapanował nade mną bez reszty ale po pierwszym ćwiczeniu opadły emocje i cały egzamin minął sprawnie i szybko. Nie wiedziałam ile dostałam punktów, ale zaraz po zejściu z ringu ludzie uczestnicząc w egzaminie oblegli mnie zadając pytania: gdzie szkoliłam mojego psa? u kogo? jakimi metodami? ponieważ byli pod wrażeniem wspaniałej i radosnej pracy mojej suki:-) Bsa wszystkie ćwiczenia wykonała dynamicznie, szybko, zdecydowanie z entuzjastycznym machaniem ogonkiem w pełnym jego zakresie:-)))
Nadszedł czas na wyniki. Wyczytywane od końca przy pierwszej dziesiątce zaczęłam się denerwować, ciągle mnie nie wyczytywano może eksternistów nie klasyfikują - pomyślałam - ale dzielnie czekałam i gratulowałam 5, 4, 3, 2 miejscu i nagle słyszę:
Bsa owczarek niemiecki z przewodnikiem Kazimierą Darowską, 199pkt I miejsce - zloty medal
Nie! to niemożliwe?! Chyba się pomylili??? Stałam jak ten kołek w szeregu i nie mogłam oderwać nóg od ziemi.
Sędzia Ernest Szyszka - filar polskiej kynologii, założyciel Wrocławskiego oddziału (żeby było śmiesznie on egzaminował z posłuszeństwa pierwszą suczkę mojej mamy Aminę:-)) powiedział: "dziecko, dawno nie widziałem tak wspaniale pracującego psa gratuluję i dziękuję Ci miło było popatrzeć!!!" cóż mogłam powiedzieć? Stałam tam oniemiała z wrażenia... Pomyślałam - przecież ja nie chodziłam na kurs szkolenia, ja tylko bawiłam się z moim szczeniakiem w posłuszeństwo...

I tak właśnie zaczęła się moja przygoda w szkolenie psów:-)

Janusz Arnold, jak się okazało szef sekcji szkoleniowej w moim oddziale, po tym egzaminie zaproponował mi wstąpinie do elitarnej grupy pokazowej, która spotykała się regularnie i przygotowywała pokazy szkolenia - zgodziłam się z przyjemnością traktując te propozycje jak wyróżnienie.
W między czasie zrobiłam z Bsą Psa Towarzyszącego II stopnia. Szykowałam się do PO I. Bawiliśmy się w Agility - to były zupełne początki tego sportu w Polsce.
Mieliśmy prężną, zgraną ekipę. Bsa zawsze grała na pokazach jedne z pierwszych skrzypiec, potrafiła wiele więcej niż inne psy w grupie. Zawsze wszystkie swoje klamoty z dumą targała w plecaku lub koszyku, zawsze posłuszna, oddana i uśmiechnięta!!!
Zawsze w świetniej kondycji i zdrowiu!

Ale nadszedł dzień, który zmienił nasze wspólne życie...kiedy miała ponad 3 lata gwałtownie okulała...nigdy wcześniej nie miała takich problemów...
prześwietlenie stawu biodrowego wykazało stan zapalny i zwichnięcie lekko dysplastycznego stawu biodrowego. prawdopodobnie uległa kontuzji skacząc przez przeszkodę podczas zabawy w Agility. Kontuzja Bsy wykluczyła ją z wielogodzinnych spacerów, treningów i zabaw, do których obie byłyśmy przyzwyczajone. Żal mi jej było, ale niestety musiałam ograniczyć jej ruch do minimum, co w jej przypadku było trudne i bardzo przykre... Jakoś z czasem obie do tego przywykłyśmy...Ale i mnie i Bsie było z tym bardzo, bardzo ciężko...

Bsa towarzyszy mi bardzo wiernie do teraz, kiedy kończę tę historię ma już 10 lat...Starzeje się...:-( więcej śpi...ale jak tylko pojawiam się w pobliżu natychmiast szuka swojego kółeczka (dostała je ode mnie na swoje 1-wsze urodziny) i natychmiast przybiega z nim do mnie z propozycją to co? może ja coś zrobię a Ty w nagrodę rzucisz mi to do zaaportowania...:-)))???

Przez ponad 3 lata, jako pies towarzyszący spełniła moje najśmielsze oczekiwania i rozbudziła we mnie miłość do szkoleniowej pracy z psami. W trakcie jej edukacji, wypracowałam sobie swoją własną metodę pracy z psami...Zupełnie zielona, na podstawie jednej książki, ale za to z zapałem i entuzjazmem osiągnęłam to czego wielu przewodników nie udawało się wypracować z własnymi psami przez lata...
Co to takiego?:-)
Uśmiech na pysku pracującego psa!
Wiecznie rozmachany ogonek!
I błagalne pytanie w psich oczach:
co jeszcze z radością mogę dla Ciebie zrobić???

Kiedy z Bsą trafiłam do wrocławskiej grupy pokazowej Związku Kynologicznego w Polsce, poznałam tam Magdę Pawłowicz, właścicielkę Janetty przyszłej mamy mojej Dzidzi.

ale to już oddzielna historia...
 

odszedl mój pierwszy, prawdziwy i najlepszy nauczyciel, odszedł mój najwierniejszy przyjaciel, mój dzielny stóż i obrońca, podstępny złodziej kapci, pluszowych zabawek, marchewki i jabłek, sumiennny pomocnik mechanika i stolarza, bezbłędny tropiciel i aporter kapslów od piwa, mój Zajaczek, moja Marcheweczka, mój Besiaczek, moja Babucha, moja Bsa...

nauczyła mnie tego wszystkiego co teraz umiem, dzieki niej odkryłam zabawę w szkolenie, dzięki niej, psy są częścią mojego życia, dzieki niej bawię się w szkolenie z psami, nauczyła mnie jak cieszyć się z kontaktu z psem, dzieki niej odnalazłam i pokochłalam swoją pasję w życiu, dzięki niej...wiem to co wiem ...i umiem to co umiem... bez niej nie poznałabym i niedoświadczyłabym psiego uśmiechu i radości z pracy z człowiekiem...gdyby nie ona nie zaszłabym tak daleko...mimo ze żaden lśniący puchar na parapecie mojej kuchni nie był dla niej, wszystkie je zawdzięczam wyłacznie jej...

Bsa była, jest i będzie ... pierwsza, mądra, praworządna, wyjątkowa, ukochana...

dziekuje Ci Besiaczku za wspólne 11 lat, których nie wyobrażam sobie bez Ciebie, kocham Cię i na zawsze zostaniesz głęboko w moim sercu...żegnaj...:(

Copyright Kasia Darowska - Bank'y 2011 Inne zwierzęta:) - Autor - Biblioteczka - Domowy hotelik u Kasi Darowskiej - Galerie zdjęć